czwartek, 28 kwietnia 2011
prawie jak Australia?..
popisała wczoraj i już się wybierałam do pracy. Zwykła rzecz, pakowanie, ubieranie, polar, czpka do torby, buty..No właśnie. Założyłam jednego, ok. zakładam drugiego, a tu stopa nie mieści mi się w bucie, bo coś twardego w cholewce. Pomyślałam, że to pewnie klocki Łucji, albo jakaś inna zabawka. Włożyłam więc rękę do środka, żeby wyciagnąć zabawkę, a tam coś twardego opancerzonego z długimi czułkami..no i zmroziło mnie troszkę. Przez kolejne 10min próbowałam wyciągnąć tego stwora z buta, ale nie chciał wyjść. Korzystałam z takich narzędzi jak kredki, długopisy różnej długości, widelec, w międzyczasie dezodorant no i oczywiście stosowałam metodę odwróconego buta, pukanie o różne części buta, nawoływania okrzyk itp. Po jakimś czasie mogłam dojrzeć postać kurczącej się raz po raz wety, która wyciągała swoje czułki w stronę wyjścia. Jakoś udało mi się ją wyciągnąć bez większych urazów, zarówno u mnie jak i u niej. Szybkim ruchem zapakowałam ją do kosza na śmieci i pobiegłam wysypać to do kontenera na dole,,Grrr..Wety to przyjazne, całkiem nieszkodliwe stworzonka, aczkolwiek ich aparycja nie zachęca do nawiązywania bliższych kontaktów. Teraz dokładniej sprawdzam buty...
środa, 27 kwietnia 2011
Idę na kurs McKenziego za 2tygodnie:)Tzn bardzo chcę i oni bardzo chcą, bo dziwna sprawa nie mają tu wystarczajaco dużo chętnych. Bardzo to niespotykane w Polsce, gdzie na miejsce trzeba czekać i ewentualnie zmieniać miasta..W każdym razie czeka mnie dziś rozmowa z Mohanem. Kurs wypada w dni weekendowe, 4dni czwartek-niedziela, czyli dokładnie wtedy kiedy pracuję w studio..ale trwa do 17, więc może jeszcze dam rade jakiś wieczorny masaż zapodać.
Na razie w pracy nie ma za wielu klientów. Jak jest jedna osoba dziennie, jest ok. Fajnie się pracuje, ale jak nie ma co robić to tylko marznę, bo jedynie pokoje ze stołami mają grzejniki.Dogrzewam się herbatką, która stygnie w jakieś 3minuty i moim obowiązkowym elementem spakowanej torby jest polar i ciepłe skarpety..czasem chowam się też w pokoju, siadam koło grzejnika i przeglądam gazety albo czytam książkę.
Teraz zostałam sama w domu. Zapolarowana, zaskarpetkowana, podjadam resztki drożdżówki świątecznej, popijam herbatą. Bartek pojechał z Łucją do przedszkola. Dziś drugi dzień w nowym miejscu. Oboje to przeżywają, ja też,ale wiem już co i jak. Tym razem B będzie musiał ją zostawić na godzinkę samą i wytłumaczyć, że wróci, patrzeć jak dzielnie Łucja się uspokaja i tylko podbródek jej drży i łezki kapią..trudne jest czasem życie rodzica. Zwłaszcza, że żadne z nas nie chodziło do przedszkola. łucja co chwilę pyta jak ma powiedzieć, że chce pić, chce się bawić, albo siusiu. Dużo o tym myśli, ale chyba fajnie, że mówi i pyta.
Poza tym coraz bardziej chyba skłaniamy się w stronę powrotu. Nie wiem, czy to kwestia tego, że jesteśmy za słabi, czy już wiemy, że tak daleko od domu żyć nie chcemy, czy to po prostu dlatego że marzniemy..burza mózgów trwa. Bez przerwy.
Buziaki dla wszystkich..teraz my zazdrościmy Wam wiosny;)
Na razie w pracy nie ma za wielu klientów. Jak jest jedna osoba dziennie, jest ok. Fajnie się pracuje, ale jak nie ma co robić to tylko marznę, bo jedynie pokoje ze stołami mają grzejniki.Dogrzewam się herbatką, która stygnie w jakieś 3minuty i moim obowiązkowym elementem spakowanej torby jest polar i ciepłe skarpety..czasem chowam się też w pokoju, siadam koło grzejnika i przeglądam gazety albo czytam książkę.
Teraz zostałam sama w domu. Zapolarowana, zaskarpetkowana, podjadam resztki drożdżówki świątecznej, popijam herbatą. Bartek pojechał z Łucją do przedszkola. Dziś drugi dzień w nowym miejscu. Oboje to przeżywają, ja też,ale wiem już co i jak. Tym razem B będzie musiał ją zostawić na godzinkę samą i wytłumaczyć, że wróci, patrzeć jak dzielnie Łucja się uspokaja i tylko podbródek jej drży i łezki kapią..trudne jest czasem życie rodzica. Zwłaszcza, że żadne z nas nie chodziło do przedszkola. łucja co chwilę pyta jak ma powiedzieć, że chce pić, chce się bawić, albo siusiu. Dużo o tym myśli, ale chyba fajnie, że mówi i pyta.
Poza tym coraz bardziej chyba skłaniamy się w stronę powrotu. Nie wiem, czy to kwestia tego, że jesteśmy za słabi, czy już wiemy, że tak daleko od domu żyć nie chcemy, czy to po prostu dlatego że marzniemy..burza mózgów trwa. Bez przerwy.
Buziaki dla wszystkich..teraz my zazdrościmy Wam wiosny;)
wtorek, 26 kwietnia 2011
wtorek, 19 kwietnia 2011
nie moge juz na was patrzec.
Jest wieczór. Bartek szykuje się do gniecenia chleba, ja pakuję na jutro różności. Książki do biblioteki, książeczki z zadaniami, kredki, bo jutro będzie kilka godzin u Moniki. Łucja siedzi w łóżku oparta o poduchy, bo jak leży to jej słuchawki spadają z głowy. Nie mogę zrobić zdjęcia, bo żyjemy trochę jak Marian i jego żona, przy czym przekładamy baterie z discmana do aparatu i odwrotnie. Przełączka amerykańska jakoś nie pasuje do tutejszej i baterie ładujemy u Baśki..no prosta rzecz, a sporo trzeba by naładować baterie. Ale do rzeczy. Poukładałam Łucji poduchy, wpakowałam do śpiwora, Mietek obok. Kici zaraz obok poduszki. Zawołałam Bartka i staliśmy tak chwilę w progu i patrzyliśmy na naszą kochaną córeczkę. "A gdzie jest pauza?""A jak teraz włączyć?"No i zachwycaliśmy się jak to będzie fajnie, jak będą dwa takie Smoki. Cały czas patrzyliśmy na Łucję a ona na nas, słuchając Paddingtona. W końcu nie wytrzymała i powiedziała "Nie mogę już na Was patrzeć. Oczy mnie bolą.."Hm..fajnie być rodzicami:)
Przy tej okazji pozdrawiamy wszystkich rodziców!
Przy tej okazji pozdrawiamy wszystkich rodziców!
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Życie niesie nas na swoim grzbiecie. Po drodze mijamy różne statki, stateczki, żaglowce i łódeczki. Co jakiś czas wyskakują z wody morskie stwory, jedne piękne inne straszne. Czasem majaczy w oddali płetwa rekina i czujmy grozę, ale płyniemy dalej i jakoś udaje nam się przepłynąć bezpiecznie i wspominać chwile grozy przy wieczornej herbacie z rumem..takie życie. Taka metafora. Bo dziś świeci słońce. Siedzę w słonecznej plamie w naszym korytarzu czyli prawie w pokoju i mam w głowie dobre myśli.
Brakowało ich ostatnio. Niby nie ma się co martwić sprawami, na które nie mamy wpływu, 90%problemów rozwiązuje się same, ale my zawsze jakoś chcemy kontrolować, a nie zawsze się da. Może czasem trzeba się życiu dać ponieść i płynąć i radzić sobie z tym co nas spotyka. Taką mam wizję naszego życia tutaj chwilowo..pewnie zmieni się za jakiś czas. Hm czas wszystko zmienia..
B rozpoczął wczoraj ostatni tydzień pracy dla straży. Ja skończyłam w piątek opiekę nad dzieciakami.W sobotę przeżyłam swój pierwszy dzień pracy w studio masażu u Filipińczyków Mohana i Cecyli. Na razie na miesiąc z możliwością przyszłej współpracy:) Łucja już nie płacze w przedszkolu, a za tydzień pozna nowe przedszkole i nowe dzieci. Znaleźliśmy opcję na 3dni w tygodniu po 6-8h, tak żeby pasowało nam z godzinami pracy. Powinno być ok. Łucja powtarza już sporo angielskich zwrotów, czyta nam nawet książki po angielsku i podśpiewuje sobie jakieś angielsko brzmiące dźwięki. A czytanie brzmi mniej więcej tak"..seven eight tonight...and wash and tonight seven eight..". Dla nas bardzo rozczulające wydarzenie, no i duma nas rozpiera, że tak szybko się uczy;D
Nie wszyscy jeszcze wiedzą, choć nasza nieodparta chęć dzielenia się nowinami nie pozwoliła nam uniknąć przecieków..Spodziewamy się kolejnego dzieciaczka:)
Ciekawa sprawa, bo terminy dokładnie zgadzają się z tym sprzed czterech lat..Cieszymy się, bo pora już ta, nie jesteśmy jeszcze przekonani co do miejsca i okoliczności mieszkaniowych, ale wierzymy, że wszystko się ułoży i damy radę. Łucja też bardzo się cieszy. Mówi mi czasem, że mam już duży brzuch i chyba tam są jednak dwa koty a nie jeden. [wcale nie ma brzucha bo to co najwyżej 5tydzień, ale wyobraźnia działa]. Myślimy ciągle czy tu czy tam i straszne są to męczarnie dla głowy. Póki co sprawdzimy nową pracę B, zobaczymy jak się będzie udawać z moim masażem i coś wymyślimy.
Nie jest łatwo nie wiedzieć co dalej, ale przecież nikt nie wie. Tyle tylko, że jak się jest u siebie można być bardziej pewnym. Cokolwiek,,w każdym razie czuję się czasem jak w eksperymencie życiowym..może to jest po prostu dorosłe życie, a może to kwestia odległości, a może półkuli..tęsknimy za znanym i oswojonym..
W niedzielę trochę się podłamałam, bo wietrzyliśmy materace i okazało się, ze jeden ma mokrą plamę i kropeczki pleśni jakby..na szczęście świeciło słońce i wygrzało te miejsca, ale musimy kupić stelaże pod nasze materace, bo chyba też od spania na podłodze pokasłujemy co rano..
Ale dziś była u mnie Monika, człowiek oaza spokoju. Zajmie się Łucja w tym tygodniu, bo przedszkole zaczynamy za dwa tygodnie. Poza tym być może uda się za kilka miesięcy wynająć domek od jej bratowej, tuż obok Moniki, która rodzi w sierpniu..a w tym domku jest kominek czyli ciepełko na życzenie i nie trzeba się do niego wspinać. Da się dojechać rowerem do centrum stamtąd..piszę piszę, ale to tylko nasza rozmowa poranna przy kubku mięty. Jeszcze nic pewnego. Jednak sama świadomość, że są ludzie gotowi pomóc poprawia samopoczucie..
Teraz jeszcze kilka zdjęć różnotematycznych i czas na bajkę dla Łucji:)
Brakowało ich ostatnio. Niby nie ma się co martwić sprawami, na które nie mamy wpływu, 90%problemów rozwiązuje się same, ale my zawsze jakoś chcemy kontrolować, a nie zawsze się da. Może czasem trzeba się życiu dać ponieść i płynąć i radzić sobie z tym co nas spotyka. Taką mam wizję naszego życia tutaj chwilowo..pewnie zmieni się za jakiś czas. Hm czas wszystko zmienia..
B rozpoczął wczoraj ostatni tydzień pracy dla straży. Ja skończyłam w piątek opiekę nad dzieciakami.W sobotę przeżyłam swój pierwszy dzień pracy w studio masażu u Filipińczyków Mohana i Cecyli. Na razie na miesiąc z możliwością przyszłej współpracy:) Łucja już nie płacze w przedszkolu, a za tydzień pozna nowe przedszkole i nowe dzieci. Znaleźliśmy opcję na 3dni w tygodniu po 6-8h, tak żeby pasowało nam z godzinami pracy. Powinno być ok. Łucja powtarza już sporo angielskich zwrotów, czyta nam nawet książki po angielsku i podśpiewuje sobie jakieś angielsko brzmiące dźwięki. A czytanie brzmi mniej więcej tak"..seven eight tonight...and wash and tonight seven eight..". Dla nas bardzo rozczulające wydarzenie, no i duma nas rozpiera, że tak szybko się uczy;D
Nie wszyscy jeszcze wiedzą, choć nasza nieodparta chęć dzielenia się nowinami nie pozwoliła nam uniknąć przecieków..Spodziewamy się kolejnego dzieciaczka:)
Ciekawa sprawa, bo terminy dokładnie zgadzają się z tym sprzed czterech lat..Cieszymy się, bo pora już ta, nie jesteśmy jeszcze przekonani co do miejsca i okoliczności mieszkaniowych, ale wierzymy, że wszystko się ułoży i damy radę. Łucja też bardzo się cieszy. Mówi mi czasem, że mam już duży brzuch i chyba tam są jednak dwa koty a nie jeden. [wcale nie ma brzucha bo to co najwyżej 5tydzień, ale wyobraźnia działa]. Myślimy ciągle czy tu czy tam i straszne są to męczarnie dla głowy. Póki co sprawdzimy nową pracę B, zobaczymy jak się będzie udawać z moim masażem i coś wymyślimy.
Nie jest łatwo nie wiedzieć co dalej, ale przecież nikt nie wie. Tyle tylko, że jak się jest u siebie można być bardziej pewnym. Cokolwiek,,w każdym razie czuję się czasem jak w eksperymencie życiowym..może to jest po prostu dorosłe życie, a może to kwestia odległości, a może półkuli..tęsknimy za znanym i oswojonym..
W niedzielę trochę się podłamałam, bo wietrzyliśmy materace i okazało się, ze jeden ma mokrą plamę i kropeczki pleśni jakby..na szczęście świeciło słońce i wygrzało te miejsca, ale musimy kupić stelaże pod nasze materace, bo chyba też od spania na podłodze pokasłujemy co rano..
Ale dziś była u mnie Monika, człowiek oaza spokoju. Zajmie się Łucja w tym tygodniu, bo przedszkole zaczynamy za dwa tygodnie. Poza tym być może uda się za kilka miesięcy wynająć domek od jej bratowej, tuż obok Moniki, która rodzi w sierpniu..a w tym domku jest kominek czyli ciepełko na życzenie i nie trzeba się do niego wspinać. Da się dojechać rowerem do centrum stamtąd..piszę piszę, ale to tylko nasza rozmowa poranna przy kubku mięty. Jeszcze nic pewnego. Jednak sama świadomość, że są ludzie gotowi pomóc poprawia samopoczucie..
Teraz jeszcze kilka zdjęć różnotematycznych i czas na bajkę dla Łucji:)
Post Łucji
,fjgjjhfgfgffgddg
w8yyfggffgggfggfhdghfgfgfggfvghvbgvgfvgvfgfvgfgvgvgfvgfgfgfgfgfgfgfgfggfgggfgvggvgvgvg
Subskrybuj:
Posty (Atom)