czwartek, 28 kwietnia 2011

prawie jak Australia?..

popisała wczoraj i już się wybierałam do pracy. Zwykła rzecz, pakowanie, ubieranie, polar, czpka do torby, buty..No właśnie. Założyłam jednego, ok. zakładam drugiego, a tu stopa nie mieści mi się w bucie, bo coś twardego w cholewce. Pomyślałam, że to pewnie klocki Łucji, albo jakaś inna zabawka. Włożyłam więc rękę do środka, żeby wyciagnąć zabawkę, a tam coś twardego opancerzonego z długimi czułkami..no i zmroziło mnie troszkę. Przez kolejne 10min próbowałam wyciągnąć tego stwora z buta, ale nie chciał wyjść. Korzystałam z takich narzędzi jak kredki, długopisy różnej długości, widelec, w międzyczasie dezodorant no i oczywiście stosowałam metodę odwróconego buta, pukanie o różne części buta, nawoływania okrzyk itp. Po jakimś czasie mogłam dojrzeć postać kurczącej się raz po raz wety, która wyciągała swoje czułki w stronę wyjścia. Jakoś udało mi się ją wyciągnąć bez większych urazów, zarówno u mnie jak i u niej. Szybkim ruchem zapakowałam ją do kosza na śmieci i pobiegłam wysypać to do kontenera na dole,,Grrr..Wety to przyjazne, całkiem nieszkodliwe stworzonka, aczkolwiek ich aparycja nie zachęca do nawiązywania bliższych kontaktów. Teraz dokładniej sprawdzam buty...

2 komentarze:

  1. Hej hej.
    Musieliśmy zasięgnąć pomocy Wujka Google, aby dowiedzieć się jak wygląda potwór o którym pisałaś. Okazuje się że Wety najbardziej rozpowszechnione są w NZ. Dlatego proszę nie dorzucaj kolejnego stwora do już długiej listy Australijskich poczwar.

    OdpowiedzUsuń
  2. wiedziałam, że jedno z Was się odezwie po tym poście:)tak, masz rację, to typowo nowozelandzki stwór, nie straszę przecież przyszłych zdobywców Australi;D pzdr

    OdpowiedzUsuń