niedziela, 19 czerwca 2011

Poland

Jestesmy w domu. Nareszcie. To był ciężki tydzień, ale teraz mozemy odpocząć. Łucja wstaje o 4nad ranem a ja bym spala i spala. Jak sie przestawimy napisze wiecej. Calusy dla wszystkich.

niedziela, 15 maja 2011

Dziś spokojny poniedziałek, po bardzo intensywnym weekendzie. Cztery ostatnie dni spędzialam na kursie. To było jednak wyzwanie, myślałam, ze będzie trochę łatwiej, ale musiałam nieźle się skupiać i moje neuronki wykonały całkiem niezłą robotę.
Dziś odpoczywam z Łucją i cieszymy się słonkiem. Łucja podlewa trawe, sałatę i różne takie u nas na górce, a ja podjadam raz po raz awokado i inne zielska.
W głowie już zapanował spokój. Zdecydowaliśmy się wreszcie i skończyła się bitwa myśli.Moje i Łucji bilety przełożone na 13 czerwca. Bartek zostanie chwilę dłużej i dołączy do nas hm, po miesiącu albo dwóch. Także został mi jeszcze miesiąc tutaj i niestety na większą wycieczkę już się nie zapowiada, ale kto wie, może za kilka lat?
Tyle, że wiemy już, że emigracja na taką odległość to raczej nie dla nas..
Zmykam na słonko:)

czwartek, 28 kwietnia 2011

prawie jak Australia?..

popisała wczoraj i już się wybierałam do pracy. Zwykła rzecz, pakowanie, ubieranie, polar, czpka do torby, buty..No właśnie. Założyłam jednego, ok. zakładam drugiego, a tu stopa nie mieści mi się w bucie, bo coś twardego w cholewce. Pomyślałam, że to pewnie klocki Łucji, albo jakaś inna zabawka. Włożyłam więc rękę do środka, żeby wyciagnąć zabawkę, a tam coś twardego opancerzonego z długimi czułkami..no i zmroziło mnie troszkę. Przez kolejne 10min próbowałam wyciągnąć tego stwora z buta, ale nie chciał wyjść. Korzystałam z takich narzędzi jak kredki, długopisy różnej długości, widelec, w międzyczasie dezodorant no i oczywiście stosowałam metodę odwróconego buta, pukanie o różne części buta, nawoływania okrzyk itp. Po jakimś czasie mogłam dojrzeć postać kurczącej się raz po raz wety, która wyciągała swoje czułki w stronę wyjścia. Jakoś udało mi się ją wyciągnąć bez większych urazów, zarówno u mnie jak i u niej. Szybkim ruchem zapakowałam ją do kosza na śmieci i pobiegłam wysypać to do kontenera na dole,,Grrr..Wety to przyjazne, całkiem nieszkodliwe stworzonka, aczkolwiek ich aparycja nie zachęca do nawiązywania bliższych kontaktów. Teraz dokładniej sprawdzam buty...

środa, 27 kwietnia 2011

Jeszcze kilka zdjęć z Wielkanocnego wieczoru. Przyjechali do nas MAriusz Asia i Mikołaj. Dzieciaki świrowały a my graliśmy w Osadników oczywiście.







Aha, dzisiaj nie pada:D tylko zimno..
http://www.youtube.com/watch?v=U6tV11acSRk
Idę na kurs McKenziego za 2tygodnie:)Tzn bardzo chcę i oni bardzo chcą, bo dziwna sprawa nie mają tu wystarczajaco dużo chętnych. Bardzo to niespotykane w Polsce, gdzie na miejsce trzeba czekać i ewentualnie zmieniać miasta..W każdym razie czeka mnie dziś rozmowa z Mohanem. Kurs wypada w dni weekendowe, 4dni czwartek-niedziela, czyli dokładnie wtedy kiedy pracuję w studio..ale trwa do 17, więc może jeszcze dam rade jakiś wieczorny masaż zapodać.
Na razie w pracy nie ma za wielu klientów. Jak jest jedna osoba dziennie, jest ok. Fajnie się pracuje, ale jak nie ma co robić to tylko marznę, bo jedynie pokoje ze stołami mają grzejniki.Dogrzewam się herbatką, która stygnie w jakieś 3minuty i moim obowiązkowym elementem spakowanej torby jest polar i ciepłe skarpety..czasem chowam się też w pokoju, siadam koło grzejnika i przeglądam gazety albo czytam książkę.
Teraz zostałam sama w domu. Zapolarowana, zaskarpetkowana, podjadam resztki drożdżówki świątecznej, popijam herbatą. Bartek pojechał z Łucją do przedszkola. Dziś drugi dzień w nowym miejscu. Oboje to przeżywają, ja też,ale wiem już co i jak. Tym razem B będzie musiał ją zostawić na godzinkę samą i wytłumaczyć, że wróci, patrzeć jak dzielnie Łucja się uspokaja i tylko podbródek jej drży i łezki kapią..trudne jest czasem życie rodzica. Zwłaszcza, że żadne z nas nie chodziło do przedszkola. łucja co chwilę pyta jak ma powiedzieć, że chce pić, chce się bawić, albo siusiu. Dużo o tym myśli, ale chyba fajnie, że mówi i pyta.
Poza tym coraz bardziej chyba skłaniamy się w stronę powrotu. Nie wiem, czy to kwestia tego, że jesteśmy za słabi, czy już wiemy, że tak daleko od domu żyć nie chcemy, czy to po prostu dlatego że marzniemy..burza mózgów trwa. Bez przerwy.
Buziaki dla wszystkich..teraz my zazdrościmy Wam wiosny;)




wtorek, 26 kwietnia 2011

jesień.
zimność.
wilgotność.
zimny nos.
życie wokół grzejnika.
oczy szukają walizki w szafie.
a myśli krążą wokół polskiej wiosny.
tylko Łucja zdaje się nie zauważać "drobnych niedogodności":)
trzeba zacząć się od niej uczyć albo podjąć decyzję..

wtorek, 19 kwietnia 2011

nie moge juz na was patrzec.

Jest wieczór. Bartek szykuje się do gniecenia chleba, ja pakuję na jutro różności. Książki do biblioteki, książeczki z zadaniami, kredki, bo jutro będzie kilka godzin u Moniki. Łucja siedzi w łóżku oparta o poduchy, bo jak leży to jej słuchawki spadają z głowy. Nie mogę zrobić zdjęcia, bo żyjemy trochę jak Marian i jego żona, przy czym przekładamy baterie z discmana do aparatu i odwrotnie. Przełączka amerykańska jakoś nie pasuje do tutejszej i baterie ładujemy u Baśki..no prosta rzecz, a sporo trzeba by naładować baterie. Ale do rzeczy. Poukładałam Łucji poduchy, wpakowałam do śpiwora, Mietek obok. Kici zaraz obok poduszki. Zawołałam Bartka i staliśmy tak chwilę w progu i patrzyliśmy na naszą kochaną córeczkę. "A gdzie jest pauza?""A jak teraz włączyć?"No i zachwycaliśmy się jak to będzie fajnie, jak będą dwa takie Smoki. Cały czas patrzyliśmy na Łucję a ona na nas, słuchając Paddingtona. W końcu nie wytrzymała i powiedziała "Nie mogę już na Was patrzeć. Oczy mnie bolą.."Hm..fajnie być rodzicami:)
Przy tej okazji pozdrawiamy wszystkich rodziców!