Jest wieczór. Bartek szykuje się do gniecenia chleba, ja pakuję na jutro różności. Książki do biblioteki, książeczki z zadaniami, kredki, bo jutro będzie kilka godzin u Moniki. Łucja siedzi w łóżku oparta o poduchy, bo jak leży to jej słuchawki spadają z głowy. Nie mogę zrobić zdjęcia, bo żyjemy trochę jak Marian i jego żona, przy czym przekładamy baterie z discmana do aparatu i odwrotnie. Przełączka amerykańska jakoś nie pasuje do tutejszej i baterie ładujemy u Baśki..no prosta rzecz, a sporo trzeba by naładować baterie. Ale do rzeczy. Poukładałam Łucji poduchy, wpakowałam do śpiwora, Mietek obok. Kici zaraz obok poduszki. Zawołałam Bartka i staliśmy tak chwilę w progu i patrzyliśmy na naszą kochaną córeczkę. "A gdzie jest pauza?""A jak teraz włączyć?"No i zachwycaliśmy się jak to będzie fajnie, jak będą dwa takie Smoki. Cały czas patrzyliśmy na Łucję a ona na nas, słuchając Paddingtona. W końcu nie wytrzymała i powiedziała "Nie mogę już na Was patrzeć. Oczy mnie bolą.."Hm..fajnie być rodzicami:)
Przy tej okazji pozdrawiamy wszystkich rodziców!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz