Dziś spokojny poniedziałek, po bardzo intensywnym weekendzie. Cztery ostatnie dni spędzialam na kursie. To było jednak wyzwanie, myślałam, ze będzie trochę łatwiej, ale musiałam nieźle się skupiać i moje neuronki wykonały całkiem niezłą robotę.
Dziś odpoczywam z Łucją i cieszymy się słonkiem. Łucja podlewa trawe, sałatę i różne takie u nas na górce, a ja podjadam raz po raz awokado i inne zielska.
W głowie już zapanował spokój. Zdecydowaliśmy się wreszcie i skończyła się bitwa myśli.Moje i Łucji bilety przełożone na 13 czerwca. Bartek zostanie chwilę dłużej i dołączy do nas hm, po miesiącu albo dwóch. Także został mi jeszcze miesiąc tutaj i niestety na większą wycieczkę już się nie zapowiada, ale kto wie, może za kilka lat?
Tyle, że wiemy już, że emigracja na taką odległość to raczej nie dla nas..
Zmykam na słonko:)