czwartek, 10 marca 2011

Księżycowa noc

Od kilku dni mamy okazję oglądać na żywo coś, co zawsze wydawało mi się animacją. Mamy taką umowę, że jednego dnia Bartek, a następnego ja kładzie Łucję spać. Jest to jedno z najmilszych zadań dnia i po kąpieli, leżąc pod pierzynką opowiadamy sobie przeróżne historie, wymyślamy, co będziemy kiedyś robić i zastanawiamy się, co robią nasi znajomi tam po drugiej stronie szpilki*Tak właśnie podstępnie wpadamy w ramiona Morfeusza i słodko zasypiamy. Problem w tym, że wieczór to jedyna pora kiedy można zająć się swoimi sprawami bez przeszkód. O ile uda się wstać. Z tym zawsze są kłopoty. Sprawa potrafi się przeciągać do godziny. Trudno jest wygramolić się spod ciepłej pierzynki, ale tego nikomu nie muszę chyba tłumaczyć. Ale do rzeczy. Wczoraj, dość szybko udało się Bartkowi wygonić mnie do "livingroomu". Przeciągałam się właśnie po raz niewiadomoktóry, aż zobaczyłam za oknem rogalik księżycowy. Piękny widok nad górami. Zawołałam B i patrzyliśmy razem, rozmawiając. No i pomyślałam, że moje niewyspane oczy płatają mi psikusa, ale księżyc robił się coraz mniejszy. Staliśmy tak zapatrzeni, aż cały schował się za górami i wiać było tylko jego poświatę, która rozjaśniała chmury. Trochę jak we wstępie do dobranocki. Podobało mi się. A dziś była powtórka z rozrywki:)
Niestety nie potrafię zrobić takiego nocnego zdjęcia a tym bardziej nakręcić filmiku. Zostaje tylko opowiadanie.

*Gdyby wbić szpilkę w globus w miejscu, gdzie leży Polska, jej koniec znalazłby się w NZ:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz