piątek, 11 lutego 2011

Kwiatki, wiza i bilety

wellington
 Zaczęłam pisać tego posta chyba w zeszłym tygodniu, albo dwa tygodnie temu. Dziś tylko trochę dopisuję, coby dokończyć..Korzystając z okazji, że Bartek jest w pracy a Łucyjka zapodała sobie popołudniową drzemkę, postanowiłam wrzucić kilka zdjęć i może przekazać co nieco. Tak więc przez ostatnie dni zbieraliśmy dokumenty potrzebne do przedłużenia mojej wizy turystycznej. Poprzednia  wygasa 18lutego, więc czas już najwyższy, żeby się za to zabrać. Ze trzy tygodnie temu przechodziliśmy koło zakładu fotograficznego i pomyśleliśmy, że skoro już tu jesteśmy, zrobimy sobie zdjęcie do wizy, żeby potem specjalnie nie chodzić. Ale zdziwiliśmy się troszkę, bo pan wypytał nas do czego nam to zdjęcie, czy tylko dla nas, czy dla dziecka też, po czym stwierdził, że oni się tym nie zajmują, bo to pochłania zbyt wiele czasu, a dzieci się wiercą. Po czym polecił, żebyśmy poszukali w internecie wskazówek, jak zrobić takie zdjęcie, pstryknęli kilka takich w domu i przynieśli im do wywołania.Tak się to robi tutaj:)własnym sumptem prawie..potem wypełniliśmy aplikację do wizy, musieliśmy zdecydować na jaki okres ją przedłużamy, łącznie z czasem jaki już tu spędziłyśmy. Wybraliśmy opcję trzymiesięczną, tzn 6miesięcy licząc od listopada.Jeśli chciałabym na dłużej, musiałabym zrobić rtg płuc i cały zestaw badań, coby władze były pewne, że jestem zdrowa. Dodatkowo, przy takiej wizie należy udowodnić, że posiada się $1000NZ na każdy planowany miesiąc tutaj. No i jeszcze należy udowodnić, że mamy zamiar stąd kiedyś wyjechać i tutaj można albo znowu pokazać, że mamy kasę, albo pokazać bilety do domu;) My skserowaliśmy bilety. Ale ale z biletami też jest szał.Niby prosta sprawa, przełożenie biletu, a tu tyle problemów. Zacznę od tego, że w związku z tym, że mamy z Łucją wizę turystyczną, potrzebowałyśmy bilet w dwie strony. Bartek wymyślił, że sobie kupi tylko w jedną. No i nasze bilety nie mogły pozostać jedynie elektroniczne, są nietypowe, bo wydrukowane, papierowe. I stąd chyba kłopot. Są też wydane przez British Airways i u nich kupione, a wszystkie loty obsługiwane są przez Quantas. Pierwszym ruchem był mail do pani z biura w Warszawie i ona powiedziała, że możemy zmienić termin lotu osobiście, kontaktując się z oddziałem Quantas w Wellington. Bartek zadzwonił na infolinie, przez 15min sluchał muzyczki przez słuchawkę, po czym po krótkiej rozmowie, pani stwierdziła, że takiej zmiany może dokonać tylko BA. Tak więc B zadzwonił do BA, a tam odesłano go do Q. Zadzwonil więc znowu do Q, po dłuższej rozmowie, pani stwierdziła, że należy pokazać się w oddziale Q w Wellington. Tak więc następnego dnia ruszyłam na lotnisko, ale pan był nieugięty i wysłał mnie znowu do BA, z tym, że podał mi inny numer telefonu, niż ten dotychczasowy. W domu Bartek zadzwonił do BA, jak się okazało do siedziby w Londynie, była już późna noc u nas i ja już zasnęłam z Łucją, ale pani kazała Bartkowi mnie obudzić. Lekko nieprzytomna założyłam słuchawki, pani poprosiła abym przeliterowała swoje imię, po czym powiedziała, że tylko przez naszego agenta mogę przebookować bilet. Zadzwoniliśmy więc do biura w Warszawie, tam Bartek wyjaśnił całą sytuację, ale zanim dotarł do Pani z BA, która bez problemu zmieniła datę potrzeba było jeszcze kilku telefonów. Koniec końców bilecik został przełożony na 13.11.2011, musimy go wykorzystać najpóźniej do tego czasu, bo bilety są ważne tylko przez rok. Tyle tylko zwykle o poranku jedno z pierwszych pytań B brzmi, "to co przekładamy bilety na lipiec"?
Dziś już nie pamiętam stresiku, siedzenia w biurze imigracyjnym[ja chyba nie bardzo lubię załatwiać urzędowe sprawy, zawsze mnie to spina, no i jeszcze jak w banku jest to, że tuż przed naszą kolejką Łucja zechce ruszyć do toalety, której trzeba szukać w restauracjach, bo w biurze nie ma]. No ale jak się okazuje stres był niepotrzebny, bo pan wbił nam naklejki z wizami od ręki i pokazywał kolegom i koleżankom imię Łucji do przeczytania, ale jak go poprawiłam i kazałam dodać "a" na końcu to poszło mu dużo łatwiej.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz