Przez miesiąc w centrum Wellington, koło nabrzeża stała taka oto choinka z lampek, wielkości piłeczek pingpongowych. Dookoła porozstawiane były czerwone budki telefoniczne, z których można było zadzwonić do Świętego Mikołaja. Po przekazaniu życzenia, zapalały się lampki przy odpowiedniej budce i światełka wędrowały na samą górę. Skorzystaliśmy z takiej możliwości i każdy uruchomił łańcuszek światełek swoim życzeniem. Po tak wyczerpującej akcji można było poleżeć na gigantycznej podusi i podziwiać choinke i okolice.A im bliżej Świąt tymintensywniej Łucja przypominała o piernikach na choinkę, więc trzeba było się zabrać do pieczenia. Od tamtego czasu, co jakieś trzy dni dopiekamy kolejna porcję, ponieważ jak większość z Was wie Łucja jest znanym Piernikożercą...brakuje nam trochę ulubionego sklepu na Grodzkiej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz