wtorek, 14 grudnia 2010

London calling

Ok, czas zacząć pisać. Na początek zdjecie z poczatku nowozelandzkiej przygody. Ania nam dzisiaj przesłała i bardzo nam się podoba:)Londyn listopadowy gdzieś niedaleko natural History Museum.

                                        

5 komentarzy:

  1. fajna ta fote macie!!:D taka"angielska"rodzinka;p i By.super sie wpasowal z tym kaszkietem:D Meg swietnie ze ruszylas z tym blogiem!!:D:D:D wroze mu kariere!!;p :D:D:D

    3majcie sie!!:D:D:D jestescie moimi ulubionymi pionierami;p;p;p podziwiam WAS!!:D:D:D

    buziaki:*:*:*

    Łączek:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się Łączku, ze Ci się podoba fota:):) Czasami opłaca się obserwować spółkę Mietka tak z boku i pstryknąć im fotkę:) hehehe:)

    Trzymajcie się!

    Ania:)

    OdpowiedzUsuń
  3. noi gdzie następny wpis? ile można czekać :P Bart poszedł do pracy to Meg nie ma już czasu na pisanie ;)

    jak tam?

    ostatnio strasznie mi się spodobała ta piosenka, szczególnie refren wchodzi w pamięć ;) szoda, że nie jestem zagramanica bo w Polsce głupio ją śpewać ;)

    http://www.youtube.com/watch?v=vLWMm-mJSYk

    to pisałem ja GallAnonim. pozdro600

    OdpowiedzUsuń
  4. No coś licho z tymi wpisami...Przydałoby się jakieś zdjęcie z nowozelandzkiej ziemii :p

    A kawałek faktycznie dobry, przesyłałem Ci go kiedyś Gallu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Odnośnie słownika.
    Bartek jako rozśpiewane dziecko w wieku Łucyjki słowa piosenki "razem ze mną kundel bury penetruje wszystkie dziury" zmienił na "pinderuje"

    OdpowiedzUsuń