Tak tak. Wtorek 22.03 to był Łucji pierwszy dzień w przedszkolu. Ale nie musiała zostać tam sama. Poszłyśmy w trójkę z małą Łucją. Było całkiem nieźle.Trafiłyśmy na całkiem duże przedszkole, mają tam spory plac zabaw, dużą piaskownicę pod daszkiem, sporo sprzętów do fikania.Oprócz tego dzieciaki malują, lepią z ciastoliny co zechcą, układają różne puzzle, jest kącik z książkami, rano kto chce może piec z panią ciasteczka. Potem takie szkraby chodzą z talerzami między resztą dzieci i każdego częstują.Na podwórku są też porozkładane maty i kocyki, na których można się bawić, czytać. Generalnie bardzo miło.
Panie są też miłe, czytają dzieciom książki, pilnują ich i trochę się z nimi wygłupiają. Każde dziecko ma swój wieszaczek, kieszonkę na korespondencję z rodzicami, książeczkę, w której zapisywane są historyjki o dziecku i teczkę na rysunki. Kiedy się przychodzi, trzeba podpisać listę obecności i ściągnąć z tablicy karteczkę z imieniem dziecka, jako znak, że już przyszło.
Jest też ogródek, w którym sadzą zioła i inne roślinki i chyba był też taki krzaczek na którym gąsienice robią kokony i dzieci mogą oglądać jak to się zmienia z dnia na dzień, aż potem wychodzi z kokonu wielki motyl, wielkości łapki dziecka. Teraz już tylko widziałam rysunki, ale na szczęście nasz dawny sąsiad przyniósł nam gąsienice ze swojego ogrodu i widzieliśmy jak robią kokon.Przepiękne:)
Generalnie dzieciaki robią to na co mają ochotę, każdy bawi się jak chce, byle kulturalnie i bez kłótni, po równo i takie takie. O 10.3o mają morning tea, czyli każdy wyciąga ze swojego plecaczka czy torby pudełko z jedzeniem. Siadają wtedy wszystkie na podłodze w większej sali i każdy zajada swoje. Panuje wtedy spokój i cisza..Łucja usiadła razem z dziećmi, zabrała swoje pudełko i picie i zajadała krakersy i słonecznik, a ja poszłam na podwórko z Małą Łucją. Wśród ciszy ciamkania Łucja nagle się wychyliła przez drzwi i zawołała "mamo, nie mogę otworzyć tego pudełka". No i zrobiło się jeszcze ciszej, bo nikt jej nie zrozumiał, dopiero po chwili wszyscy się roześmiali.
Mam nadzieję, że Mudzi się tam spodoba, będę z nią chodzić i próbować stopniowo wychodzić na coraz dłuższe spacerki, aż w końcu będzie sama zostawać..no, będzie się działo, zobaczymy tylko w jakim tempie..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz