niedziela, 20 marca 2011

chlebus..

Już po Festiwalu. Było naprawdę dobrze. Jak na amatorów chyba całkiem nieźle wypadliśmy...
Cały sobotni ranek Bartek z Baśką spędzili na zagniataniu chleba, potem Bartek przywiózł koło 30 chlebków, które rosły sobie na półeczkach. Koło 22zaczęło się pieczenie..Ja poszłam ululać Łucje i przysnęłam. Jak się obudziłam, była 3nad ranem, Bartek siedział przed kompem, żeby nie zasnąć, a w piekarniku dopiekała się ostatnia partia chlebowa. Nad ranem spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę. Nie muszę chyba dodawać, że samochód pachniał jak piekarnia. Za moimi plecami stała miska ze smalcem.
Podjechaliśmy jeszcze do Tomka, który dostał kilka chlebów do upieczenia, bo wszystkich razem było prawie 60..jak na dwa piekarniki to niezłe zadanie..
Sami nie wiedzieliśmy jak to wyjdzie. Na miejscu rozłożyliśmy się na wykupionym stoliku. Ludzie zaczęli się przyglądać zagadywać i zaczęło się. My zajęci byliśmy "biznesem" a Łucja usiadła na widowni i oglądała tańce w strojach ludowych..teraz to jej nowe marzenie..Potem przyszła po aparat i sama chodziła po wielkiej sali i fotografowała to , co ją zainteresowało. Jeszcze nie przejrzałam tych zdjęć, ale mogą być ciekawe:)My nie mieliśmy za bardzo czasu na fotki, ale Ci Jean[to napewno inaczej się pisze]to taka znajoma z Wietnamu pstryknęła nam kilka fotek.
Sprzedaliśmy wszystko. Można było kupić cały bochenek, albo kromkę chleba ze smalcem i ogórkiem konserwowym, bo kiszonych tu nie ma. Byliśmy ubrani w białe koszule, brakowało tylko białych czapek.. Cztery godziny bardzo szybko minęły. Przy okazji spotkaliśmy dużo Polaków[ja znałam już kilka dziewczyn z piątkowych spotkań, ale tym razem przyszły z rodzinami].
Akcja była udana. Zdjęcia wkleję jutro?
ok, albo pojutrze...
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
Posted by Picasa

1 komentarz:

  1. Super! Ciesze sie razem z Wami, ze produkt polski zakrolowal na ziemii nowozelandzkiej:):)
    czekam z utesknieniem na zdjecia wykonane przez Lucje:);)

    OdpowiedzUsuń