Nieco zaburzam chronologię, ale to nic...
Tydzień przed weekendem chlebowym zrobiliśmy Łucji niespodziankę.Od dłuższego czasu o tym myśleliśmy i często rozmawialiśmy o tym, co zobaczymy w środku i jak to będziemy oglądać. Za każdym razem, kiedy schodziliśmy z górki do miasta ulicą Orangi Kaupapa:)[widać tam ogród botaniczy z góry]Łucja wołała "O! widzisz?tam jest obserwatorium, można oglądać gwiazdy, planety i słonko. Pójdziemy kiedyś nie?jak będziemy mieć kasę.."No i nadszedł ten dzień, byliśmy nie mniej podekscytowani niż Mudzia. Powiedzieliśmy Łucji, że zabieramy ją w fajne miejsce, do którego chciała pójść, ale nie możemy jej powiedzieć co to, bo nie byłaby to już niespodzianka;)No i udało nam się nie wygadać,,naprowadzaliśmy ją tylko pytaniami i jak już byliśmy w ogrodzie to zgadła:)
To było super. Leżeliśmy na fotelach, patrzyliśmy w górę i kiedy zaczął się spektakl spojrzałam na Łucję i w ciemnościach zobaczyłam jej rozdziawioną buzię i usłyszałam "wow"..to było bezcenne, zero udawania!Pierwszy spektakl był o tym, czym zajmuje się wszpółczesna astronomia, kto to jet astronauta, o ostatnich odkryciach. A drugi pokaz był o gwiazdach, które miały się pojawić tamtej nocy. Pani dokładnie objaśniała, która pierwsza zaświeci, jak się nazywa i jak szukać różnych konstelacji.Całość trwała godzinę, więc trochę dużo jak na Małego Kota, który zaczął po nas brykać i zmieniać fotele, ale i tak wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni.
Potem obejrzeliśmy jeszcze wystawę, oczywiście interaktywną. Łucja dopadła większość guziczków i sprawdzała, co się stanie po naciśnięciu. Mnie zainteresowały maoryskie legendy na temat powstania świata. Niesamowite jest to, że pomijając imiona, treść tych legend podobna jest do mitologii greckiej i rzymskiej,a różnica w czasie i przestrzeni taka ogromna,,B wypożyczył mi w bibliotece książkę i podczytuję wieczorami "Fairy tales from the Pacific Ocean". Myślę, że sprawię sobie taką, zanim wyjedziemy stąd..

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz